#27. ALFRED 3
Kolejny raz Natalka, Apcio oraz Piesuniek wyszli do lasu. Znów nie mogło być inaczej - Piesuniek wyczuł trop oraz biegł za silną wonią. Apcio i Natalka nie chcieli stracić go z oczu więc pobiegli za nim. Pies kopał ile sił w ziemi.
-Piesuniek! Co Ty robisz? - parsknął chłopiec
-Czuję tu coś!
-Pewnie znalazł jakąś kość...
-Nie! O... mam!
-Pokaż co znalazłeś - wyjął z Jego pyska kartkę papieru - Ciekawe... - czytał z lekko przypalonej i podartej karki
"Przybyłem, oślepłem, przegrałem... Na zachód... No właśnie, co na zachodzie?... Bogactwa, a potem ruina, zaraza i śmierć...A ramiona gwiazdy wskażą wam kierunek... A wszystko przez niego..."
Gdy pokonali 6 minut drogi pieszej, zauważyli kamienne kręgi.
-To rzeczywiście układa się w gwiazdę!
-Co wy tu robicie?! Wyjazd stąd mali gówniarze! - krzyczał z daleka nieznajomy. A był on dość niski oraz łysy. Miał kolczyk w uchu, a Jego twarz nie ukrywała starości.
-Troszkę się boję... - powiedziała z nadzieją ,że chłopak ją przytuli
-Ja też
-Dajcie spokój... jakiś dziad napisał śmieszny list i co? - nagle piorun walnął w środek gwiazdy. Przez to Piesuniek i Apcio znaleźli się na ramionach dziewczyny. Strasznie się trzęśli.
-Jesteście ciężcy! - krzyknęła z buli zrzucając ich na ziemię
-Jakiś idiota Alfons zsyła nam jakieś papiery i nam grozi! Od tego są komornicy! Gdzie jesteś?! WYŁAŹ! - krzyknęła Coco, która przybrała zieloną sierść, a Jej mięśnie stawały się coraz większe
-Ogarnij się!
-Poczekaj... nas jest na razie czwórka... a jest napisane ,że ma być piątka!
-Może mój kupko-zwierzaczek - błagał przynosząc kupkę
-Nie! To ma być jakaś osoba...
-Może poszukajmy kolejnej osoby...
Natalia odgarnęła piach ze środka gwiazdy i znalazła kolejną wskazówkę
-Mam!
-Otwórzmy ją...
"Gdzie każde z pięciu ramion gwiazdy wskazują kierunek, tam znajdziesz niesamowity podarunek, cz" i w tym punkcie kartka się urwała
-Brakuje jednej części! - powiedział zawiedziony pies
-Gdzie pięć ramion gwiazdy...
-Poczekaj... na drugiej stronie kartki coś jest napisane...
-Ależ to data moich urodzin! - powiedział gdy odwrócił kartkę na której było napisane 11.09 oraz 18.07
-Nie, to moja data urodzin! Urodziłam się 9 listopada...
-A ja 11 września
-18 lipiec
-Sierpień 7... To ma związek! Ale brakuje jednej osoby... Margaret urodziła się 9 lutego!
-Skąd wiesz którego się urodziła? - powiedziała zazdrosna
-Przypadkowo się dowiedziałem... zadzwonię do Margaret... - wyciągnął telefon i wybrał numer dziewczyny - Halo Margaret?
-Tak
-Musisz szybko przyjść przed ul. Wilhelma! Jesteś nam potrzebna!
-Nam?
-Tak. Jestem z Natalką, Coco i Piesuńkiem!
-No dobrze... Za kilka minut będę - powiedziała niepewnie usłyszawszy pierwsze imię. Po 8 minutach dziewczyna dotarła na miejsce.
-Co się dzieje? - spytała niechętnie widząc dziewczynę trzymającą rękę chłopca. Twarz zazdrosnej dziewczyny przypominała wściekłego ogra
-Jesteś w coś zamieszana, w coś naprawdę poważnego. - Gdy już wytłumaczyli dziewczynie całą historię, ta im nie uwierzyła
-Bawcie się w to dalej... Coco dziś widzę Cię o 18:00 w domu...
-Dobrze... Będę o 21:00 - szepnęła. Czekając na autobus, Margaret dziwiła się dlaczego pojazd tak długo nie przyjeżdża.
-Zadzwonię po taksówkę - pomyślała. O dziwo nie miała też zasięgu w telefonie
-Pech! Cholerny pech! Nie pójdę nigdzie pieszo! To kawał drogi!
-Piesuniek! Co Ty robisz? - parsknął chłopiec
-Czuję tu coś!
-Pewnie znalazł jakąś kość...
-Nie! O... mam!
-Pokaż co znalazłeś - wyjął z Jego pyska kartkę papieru - Ciekawe... - czytał z lekko przypalonej i podartej karki
"Przybyłem, oślepłem, przegrałem... Na zachód... No właśnie, co na zachodzie?... Bogactwa, a potem ruina, zaraza i śmierć...A ramiona gwiazdy wskażą wam kierunek... A wszystko przez niego..."
Gdy pokonali 6 minut drogi pieszej, zauważyli kamienne kręgi.
-To rzeczywiście układa się w gwiazdę!
-Co wy tu robicie?! Wyjazd stąd mali gówniarze! - krzyczał z daleka nieznajomy. A był on dość niski oraz łysy. Miał kolczyk w uchu, a Jego twarz nie ukrywała starości.
-Troszkę się boję... - powiedziała z nadzieją ,że chłopak ją przytuli
-Ja też
-Dajcie spokój... jakiś dziad napisał śmieszny list i co? - nagle piorun walnął w środek gwiazdy. Przez to Piesuniek i Apcio znaleźli się na ramionach dziewczyny. Strasznie się trzęśli.
-Jesteście ciężcy! - krzyknęła z buli zrzucając ich na ziemię
-Jakiś idiota Alfons zsyła nam jakieś papiery i nam grozi! Od tego są komornicy! Gdzie jesteś?! WYŁAŹ! - krzyknęła Coco, która przybrała zieloną sierść, a Jej mięśnie stawały się coraz większe
-Ogarnij się!
-Poczekaj... nas jest na razie czwórka... a jest napisane ,że ma być piątka!
-Może mój kupko-zwierzaczek - błagał przynosząc kupkę
-Nie! To ma być jakaś osoba...
-Może poszukajmy kolejnej osoby...
Natalia odgarnęła piach ze środka gwiazdy i znalazła kolejną wskazówkę
-Mam!
-Otwórzmy ją...
"Gdzie każde z pięciu ramion gwiazdy wskazują kierunek, tam znajdziesz niesamowity podarunek, cz" i w tym punkcie kartka się urwała
-Brakuje jednej części! - powiedział zawiedziony pies
-Gdzie pięć ramion gwiazdy...
-Poczekaj... na drugiej stronie kartki coś jest napisane...
-Ależ to data moich urodzin! - powiedział gdy odwrócił kartkę na której było napisane 11.09 oraz 18.07
-Nie, to moja data urodzin! Urodziłam się 9 listopada...
-A ja 11 września
-18 lipiec
-Sierpień 7... To ma związek! Ale brakuje jednej osoby... Margaret urodziła się 9 lutego!
-Skąd wiesz którego się urodziła? - powiedziała zazdrosna
-Przypadkowo się dowiedziałem... zadzwonię do Margaret... - wyciągnął telefon i wybrał numer dziewczyny - Halo Margaret?
-Tak
-Musisz szybko przyjść przed ul. Wilhelma! Jesteś nam potrzebna!
-Nam?
-Tak. Jestem z Natalką, Coco i Piesuńkiem!
-No dobrze... Za kilka minut będę - powiedziała niepewnie usłyszawszy pierwsze imię. Po 8 minutach dziewczyna dotarła na miejsce.
-Co się dzieje? - spytała niechętnie widząc dziewczynę trzymającą rękę chłopca. Twarz zazdrosnej dziewczyny przypominała wściekłego ogra
-Jesteś w coś zamieszana, w coś naprawdę poważnego. - Gdy już wytłumaczyli dziewczynie całą historię, ta im nie uwierzyła
-Bawcie się w to dalej... Coco dziś widzę Cię o 18:00 w domu...
-Dobrze... Będę o 21:00 - szepnęła. Czekając na autobus, Margaret dziwiła się dlaczego pojazd tak długo nie przyjeżdża.
-Zadzwonię po taksówkę - pomyślała. O dziwo nie miała też zasięgu w telefonie
-Pech! Cholerny pech! Nie pójdę nigdzie pieszo! To kawał drogi!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz