#22. Randka
-Ty znowu siedzisz na tym badziewnym portalu? - powiedziała zirytowana Coco
- Jak śmiesz śmiertelniku !
to najlepsze co kiedykolwiek mi się przydarzyło! - opowiedział broniąc się Piesuniek
-Słucham?!
-To znaczy... zaraz po Tobie oczywiście
-Nie wymiguj się! Znałam gościa który się tak wymigiwał; skończył wysmarowany czerwonym płynem!
-Tak, pamiętam... To było wtedy gdy wylałaś na dyrektora szkoły keczup...
-No właśnie! Ja serio mówię; masz czas do 20:00 Zorganizuj coś!
-Tylko ja nie wiem co!
-To już nie mój problem! - zaśmiała się i poszła na podwórko
-Super, nawet nie wiem co odwalić tak ,aby Coco wpadła w rzygowinowo-wspaniały szał... - monologował
-Mam takie dwoja wu... poszłabym sobie do SPA "PSA"... - powiedziała głośno z nadzieją ,że Piesuniek to usłyszy przez szybę
-Może zabiorę ją do parku... - powiedział, zdając się nie słyszeć swojej dziewczyny
-Poszłabym sobie do SPA! - lamentowała jeszcze głośniej
-Myślę ,że ten park to dobry pomysł!
-Nieeee! - uderzała w szybę Coco
-Chłopacy! Pomóżcie! Bądźcie u mnie za 10 minut! - dzwonił do swoich znajomych. Gdy już wszyscy dotarli Piesuniek objaśniał im całą sytuację. W grupie znajdował się Łysy(York), Andrzej(Beagle) oraz Gigant(Boo).
-Zawsze możesz kupić Jej jakąś romantyczną karmę... - powiedział Łysy
-Postaw na coś bardziej romantycznego... Na twoim miejscu zaprosiłbym Ją na Scooby-Doo. To najnowszy bestseller! - zaproponował Andrzej
-Ja wziąłbym ją na noc... - stwierdził rzadko odzywający się Gigant
-Chyba kino to będzie dobry pomysł...
-Nie! Ja chcę do SPA! - wrzeszczała nieskutecznie przez szybę Coco
Godzina 20:00:03:00947772977479
-Spóźniłeś się o 3 i 00947772977479 setnej sekundy!
-Daj spokój...
-No dobrze - chodźmy.
Przystanek autobusowy...
-Autobusem? Serio?
-Co? Oczywiście ,że nie... - skłamał - ja... zamówiłem tę limuzynę - wskazał na stojący obok podłużny samochód
-Super!
-Tak... Super... - powiedział niepewnie ,ponieważ kolejny raz skłamał - wchodź szybko!
-Umiesz tym kierować? - powiedziała zdumiona
-E... pewnie!
-Błagam, niech ten wieczór będzie fajny...
-Będzie! Postaram się - za długo nie dojechali kradzionym autem, ponieważ wyczerpał się bak.
-Miało być tak cudownie ,a utknęliśmy w połowie drogi...
-Wskakuj! Jestem border collie, a Ty maltańczykiem więc nie powinnaś być aż tak ciężka...
-Serio możesz to zrobić?
-Dla Ciebie zawsze!
Wreszcie dotarli pod kino. Trochę się spóźnili, mimo tego starali się jak najlepiej przeżyć tę chwilę. Zajęli cieplutkie miejsca w pierwszym rzędzie od dołu - czyli w najgorszym miejscu.
-Ja pójdę nalać nam coli, ponieważ już się skończyła...
-Ok... - Gdy Piesuniek wyszedł z sali kinowej do restauracji w sali kinowej odbywało się małe zamieszanie, ponieważ do Coco zadzwonił telefon.
-Zamknijcie się! Nawet nie dajecie oglądnąć filmu!
-Kto to mówi! Jakaś niewyżyta psina! - wrzeszczała z tyłu babcia
-Cho na solo!
-Z przyjemnością - odpowiedziała, po czym każdy w nią rzucał w sukę jakimiś rzeczami.
Do sali wszedł Piesuniek i przychodząc do miejsca poślizgnął się na zużytej podpasce od starszej pani, która wdała się w kłótnie z Coco. Nagle do sali wpadł jeden z pracowników który zaprzestał rzucaniu rzeczy oraz wyprosił z sali naszych bohaterów.
-Wiesz, ja...
-Przepraszam Cię! To przeze mnie - to ja się poślizgnąłem i narobiłem szumu.
-Skoro tak twierdzisz - powiedziała sprytna
-Ale będziemy razem?
-Oczywiście, nie wyobrażam sobie gdyby mogło nas nie być... - pocałowała go
-Ja też!
-Czyli jednak nasz związek Ciebie obchodzi?
-Poco!
-Jak to po co?!
-Poco to zlepek naszych imion!
-Fajnie! To co teraz? Wracamy tak?
-Może teraz Ty mnie przeniesiesz?
-Nie?
-Zawsze warto spróbować...
- Jak śmiesz śmiertelniku !
-Słucham?!
-To znaczy... zaraz po Tobie oczywiście
-Nie wymiguj się! Znałam gościa który się tak wymigiwał; skończył wysmarowany czerwonym płynem!
-Tak, pamiętam... To było wtedy gdy wylałaś na dyrektora szkoły keczup...
-No właśnie! Ja serio mówię; masz czas do 20:00 Zorganizuj coś!
-Tylko ja nie wiem co!
-To już nie mój problem! - zaśmiała się i poszła na podwórko
-Super, nawet nie wiem co odwalić tak ,aby Coco wpadła w rzygowinowo-wspaniały szał... - monologował
-Mam takie dwoja wu... poszłabym sobie do SPA "PSA"... - powiedziała głośno z nadzieją ,że Piesuniek to usłyszy przez szybę
-Może zabiorę ją do parku... - powiedział, zdając się nie słyszeć swojej dziewczyny
-Poszłabym sobie do SPA! - lamentowała jeszcze głośniej
-Myślę ,że ten park to dobry pomysł!
-Nieeee! - uderzała w szybę Coco
-Chłopacy! Pomóżcie! Bądźcie u mnie za 10 minut! - dzwonił do swoich znajomych. Gdy już wszyscy dotarli Piesuniek objaśniał im całą sytuację. W grupie znajdował się Łysy(York), Andrzej(Beagle) oraz Gigant(Boo).
-Zawsze możesz kupić Jej jakąś romantyczną karmę... - powiedział Łysy
-Postaw na coś bardziej romantycznego... Na twoim miejscu zaprosiłbym Ją na Scooby-Doo. To najnowszy bestseller! - zaproponował Andrzej
-Ja wziąłbym ją na noc... - stwierdził rzadko odzywający się Gigant
-Chyba kino to będzie dobry pomysł...
-Nie! Ja chcę do SPA! - wrzeszczała nieskutecznie przez szybę Coco
Godzina 20:00:03:00947772977479
-Spóźniłeś się o 3 i 00947772977479 setnej sekundy!
-Daj spokój...
-No dobrze - chodźmy.
Przystanek autobusowy...
-Autobusem? Serio?
-Co? Oczywiście ,że nie... - skłamał - ja... zamówiłem tę limuzynę - wskazał na stojący obok podłużny samochód
-Super!
-Tak... Super... - powiedział niepewnie ,ponieważ kolejny raz skłamał - wchodź szybko!
-Umiesz tym kierować? - powiedziała zdumiona
-E... pewnie!
-Błagam, niech ten wieczór będzie fajny...
-Będzie! Postaram się - za długo nie dojechali kradzionym autem, ponieważ wyczerpał się bak.
-Miało być tak cudownie ,a utknęliśmy w połowie drogi...
-Wskakuj! Jestem border collie, a Ty maltańczykiem więc nie powinnaś być aż tak ciężka...
-Serio możesz to zrobić?
-Dla Ciebie zawsze!
Wreszcie dotarli pod kino. Trochę się spóźnili, mimo tego starali się jak najlepiej przeżyć tę chwilę. Zajęli cieplutkie miejsca w pierwszym rzędzie od dołu - czyli w najgorszym miejscu.
-Ja pójdę nalać nam coli, ponieważ już się skończyła...
-Ok... - Gdy Piesuniek wyszedł z sali kinowej do restauracji w sali kinowej odbywało się małe zamieszanie, ponieważ do Coco zadzwonił telefon.
-Zamknijcie się! Nawet nie dajecie oglądnąć filmu!
-Kto to mówi! Jakaś niewyżyta psina! - wrzeszczała z tyłu babcia
-Cho na solo!
-Z przyjemnością - odpowiedziała, po czym każdy w nią rzucał w sukę jakimiś rzeczami.
Do sali wszedł Piesuniek i przychodząc do miejsca poślizgnął się na zużytej podpasce od starszej pani, która wdała się w kłótnie z Coco. Nagle do sali wpadł jeden z pracowników który zaprzestał rzucaniu rzeczy oraz wyprosił z sali naszych bohaterów.
-Wiesz, ja...
-Przepraszam Cię! To przeze mnie - to ja się poślizgnąłem i narobiłem szumu.
-Skoro tak twierdzisz - powiedziała sprytna
-Ale będziemy razem?
-Oczywiście, nie wyobrażam sobie gdyby mogło nas nie być... - pocałowała go
-Ja też!
-Czyli jednak nasz związek Ciebie obchodzi?
-Poco!
-Jak to po co?!
-Poco to zlepek naszych imion!
-Fajnie! To co teraz? Wracamy tak?
-Może teraz Ty mnie przeniesiesz?
-Nie?
-Zawsze warto spróbować...
A w następnym rozdziale...
Apcio zmuszony do wykonywania pewnego sportu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz