-Ty znowu siedzisz na tym badziewnym portalu? - powiedziała zirytowana Coco

- Jak śmiesz śmiertelniku ! gp to najlepsze co kiedykolwiek mi się przydarzyło! - opowiedział broniąc się Piesuniek

-Słucham?!

-To znaczy... zaraz po Tobie oczywiście

-Nie wymiguj się! Znałam gościa który się tak wymigiwał; skończył wysmarowany czerwonym płynem!

-Tak, pamiętam... To było wtedy gdy wylałaś na dyrektora szkoły keczup...

-No właśnie! Ja serio mówię; masz czas do 20:00 Zorganizuj coś!

-Tylko ja nie wiem co!

-To już nie mój problem! - zaśmiała się i poszła na podwórko

-Super, nawet nie wiem co odwalić tak ,aby Coco wpadła w rzygowinowo-wspaniały szał... - monologował


-Mam takie dwoja wu... poszłabym sobie do SPA "PSA"... - powiedziała głośno z nadzieją ,że Piesuniek to usłyszy przez szybę


-Może zabiorę ją do parku... - powiedział, zdając się nie słyszeć swojej dziewczyny

-Poszłabym sobie do SPA! - lamentowała jeszcze głośniej

-Myślę ,że ten park to dobry pomysł!

-Nieeee! - uderzała w szybę Coco

-Chłopacy! Pomóżcie! Bądźcie u mnie za 10 minut! - dzwonił do swoich znajomych. Gdy już wszyscy dotarli Piesuniek objaśniał im całą sytuację. W grupie znajdował się Łysy(York), Andrzej(Beagle) oraz Gigant(Boo).

-Zawsze możesz kupić Jej jakąś romantyczną karmę... - powiedział Łysy

-Postaw na coś bardziej romantycznego... Na twoim miejscu zaprosiłbym Ją na Scooby-Doo. To najnowszy bestseller! - zaproponował Andrzej

-Ja wziąłbym ją na noc... - stwierdził rzadko odzywający się Gigant

-Chyba kino to będzie dobry pomysł...

-Nie! Ja chcę do SPA! - wrzeszczała nieskutecznie przez szybę Coco

Godzina 20:00:03:00947772977479

-Spóźniłeś się o 3 i 00947772977479 setnej sekundy!

-Daj spokój...

-No dobrze - chodźmy.

Przystanek autobusowy...

-Autobusem? Serio?

-Co? Oczywiście ,że nie... - skłamał - ja... zamówiłem tę limuzynę - wskazał na stojący obok podłużny samochód

-Super!

-Tak... Super... - powiedział niepewnie ,ponieważ kolejny raz skłamał - wchodź szybko!

-Umiesz tym kierować? - powiedziała zdumiona

-E... pewnie!

-Błagam, niech ten wieczór będzie fajny...

-Będzie! Postaram się - za długo nie dojechali kradzionym autem, ponieważ wyczerpał się bak.

-Miało być tak cudownie ,a utknęliśmy w połowie drogi...

-Wskakuj! Jestem border collie, a Ty maltańczykiem więc nie powinnaś być aż tak ciężka...

-Serio możesz to zrobić?

-Dla Ciebie zawsze!

Wreszcie dotarli pod kino. Trochę się spóźnili, mimo tego starali się jak najlepiej przeżyć tę chwilę. Zajęli cieplutkie miejsca w pierwszym rzędzie od dołu - czyli w najgorszym miejscu.

-Ja pójdę nalać nam coli, ponieważ już się skończyła...

-Ok... - Gdy Piesuniek wyszedł z sali kinowej do restauracji w sali kinowej odbywało się małe zamieszanie, ponieważ do Coco zadzwonił telefon.

-Zamknijcie się! Nawet nie dajecie oglądnąć filmu!

-Kto to mówi! Jakaś niewyżyta psina! - wrzeszczała z tyłu babcia

-Cho na solo!

-Z przyjemnością - odpowiedziała, po czym każdy w nią rzucał w sukę jakimiś rzeczami.

Do sali wszedł Piesuniek i przychodząc do miejsca poślizgnął się na zużytej podpasce od starszej pani, która wdała się w kłótnie z Coco. Nagle do sali wpadł jeden z pracowników który zaprzestał rzucaniu rzeczy oraz wyprosił z sali naszych bohaterów.

-Wiesz, ja...

-Przepraszam Cię! To przeze mnie - to ja się poślizgnąłem i narobiłem szumu.

-Skoro tak twierdzisz - powiedziała sprytna

-Ale będziemy razem?

-Oczywiście, nie wyobrażam sobie gdyby mogło nas nie być... - pocałowała go

-Ja też!

-Czyli jednak nasz związek Ciebie obchodzi?

-Poco!

-Jak to po co?!

-Poco to zlepek naszych imion!

-Fajnie! To co teraz? Wracamy tak?

-Może teraz Ty mnie przeniesiesz?

-Nie?

-Zawsze warto spróbować...
A w następnym rozdziale...

Apcio zmuszony do wykonywania pewnego sportu!