30 cze 2014

#29. Zamknięcie portalu

#29. Zamknięcie portalu
21:20 by Unknown

-Dziś sobota! Moje mniejsze ja (od pasa w dół) zamoczy się w Coco! -Jesteś nienormalny! -Wiem! -Chodź na dwór - krzyczał do psa. Gdy Piesuniek schodził ze schodów na których były kolejno; mydło, banan, ogromna igła oraz zapalona zapałka obok fajerwerka, poślizgnął się jedną nogą na mydle a drugą na bananie i cudem ominął niebezpieczeństwa. Wreszcie Piesuniek mógł wyjść na dwór. Po zrobieniu kału na chodnik, pies pociągnął chłopca tak ,aby ten upadł twarzą na kupę. -Piesuniek! -Już 3 razy upadłem w tym blogu na twarz, a autorzy nawet nigdzie nie pisali o umyciu twarzy! Idziemy do domu, chyba ,że zaraz wymyślą jakąś katastrofę! - Gdy szczęśliwie (buhahaha) doszli do domu, Apcio pierwszy raz umył twarz.(Jacy my źli jesteśmy) Piesuniek jak zwykle zachwycał się 173-50-967903 gdy nagle zobaczył coś potwornego. pies -Nie! - rozwalił komputer Apcia -Mój nowy komputer - powiedział zawiedziony -gp Aaa! -Dlaczego popsułeś (znowu) mojego laptopa?! -Usunęli gp!!!    

27 cze 2014

#28. ALFRED 4

#28. ALFRED 4
19:49 by Unknown

-Jestem skazana na przebywanie z wami... - powiedziała niechętnie
-Oł... - Apcio zasłonił stojące przyrodzenie patrząc na seksowną Margaret
-Może szukajmy kolejnej wskazówki?
-gp Gdzie jesteście?! - powiedział trzęsący się skulony pies
-Piesuńku, jak chcesz to w końcu musi być ten pierwszy raz... - powiedziała Coco wystawiając się
Minutę później...
-Czuję ,że żyję!
-Ta, może być - przeglądała pazury
-Dobra! Ogarnijcie się. Mamy poważny problem.
-Margaret ma rację
-A co jak nic nie odnajdziemy?
-Po prostu popsuliśmy jakimś dzieciakom zabawę w podchody...
-To nie są podchody, to nie jest żadna zabawa, ale realia.
-Jasne...
-To co teraz robimy?
-Poszukajmy kolejnych kartek
-Ile ich już odnaleźliście?
-Dwie
-Zawsze coś... - przerwał Jej dzwonek telefonu Coco. Leciała piosenka Snoop Dogga.
-Wyłącz go! Pitbull jest najlepszy!
-Chyba coś Ci się we łbie poprzewracało!
-Chyba nie!
-Nie kłóćcie się znowu! 
-Nie sorry -odpowiedzieli jednogłośnie
-Jesteście niesamowici - zaśmiała się i głaskała zadowolone psy. Wyglądała naprawdę cudownie. Widząc ,że nawet Apciowi się to podoba, Natalka również chciała głaskać psy. One natomiast za każdym razem się od niej odsuwały.
-Piesuniek! Słodziaku może chciałbyś psie chrupki?
-Nie? - powiedział ironicznie bawiąc się z Margaret
-Ruszmy się wreszcie, bo stoimy w tej samej kropce od pół godziny!
-Zrobiło się ciemno. Pokaż mi ostatni raz te kartki! - Ponieważ było po 23;00 księżyc oświetlał ich twarze. Gdy wzięła kartkę prostopadle do światła odkryła inne napisy. Na kartce były następujące literki; M A  N  C P
-Wiecie co to oznacza?
-Ktoś Ma Anemię Neutralnie Całokrotnie Położoną?
-Nie! To są pierwsze litery imion!
-Marszczywór, Antonina, Narcyz, Cecylia i Piękniś?
-Nie! Margaret, Apcio, Natalia, Coco i Piesuniek!
-Dum dum dum
-Czyli to oznacza ,że na pewno chodzi o nas!
-Sorry, dla mnie jest za późno na takie bajki. Spadam
SPRAWA TYMCZASOWO  NIEWYJAŚNIONA

#27. ALFRED 3

#27. ALFRED 3
13:25 by Unknown

Kolejny raz Natalka, Apcio oraz Piesuniek wyszli do lasu. Znów nie mogło być inaczej - Piesuniek wyczuł trop oraz biegł za silną wonią. Apcio i Natalka nie chcieli stracić go z oczu więc pobiegli za nim. Pies kopał ile sił w ziemi.
-Piesuniek! Co Ty robisz? - parsknął chłopiec
-Czuję tu coś!
-Pewnie znalazł jakąś kość...
-Nie! O... mam!
-Pokaż co znalazłeś - wyjął z Jego pyska kartkę papieru  - Ciekawe... - czytał z lekko przypalonej i podartej karki
"Przybyłem, oślepłem, przegrałem... Na zachód... No właśnie, co na zachodzie?... Bogactwa, a potem ruina, zaraza i śmierć...A ramiona gwiazdy wskażą wam kierunek... A wszystko przez niego..."
Gdy pokonali 6 minut drogi pieszej, zauważyli kamienne kręgi.
-To rzeczywiście układa się w gwiazdę!
-Co wy tu robicie?! Wyjazd stąd mali gówniarze! - krzyczał z daleka nieznajomy. A był on dość niski oraz łysy. Miał kolczyk w uchu, a Jego twarz nie ukrywała starości.
-Troszkę się boję... - powiedziała z nadzieją ,że chłopak ją przytuli
-Ja też
-Dajcie spokój... jakiś dziad napisał śmieszny list i co? - nagle piorun walnął w środek gwiazdy. Przez to Piesuniek i Apcio znaleźli się na ramionach dziewczyny. Strasznie się trzęśli.
-Jesteście ciężcy! - krzyknęła z buli zrzucając ich na ziemię
-Jakiś idiota Alfons zsyła nam jakieś papiery i nam grozi! Od tego są komornicy! Gdzie jesteś?! WYŁAŹ! - krzyknęła Coco, która przybrała zieloną sierść, a Jej mięśnie stawały się coraz większe
-Ogarnij się!
-Poczekaj... nas jest na razie czwórka... a jest napisane ,że ma być piątka!
-Może mój kupko-zwierzaczek - błagał przynosząc kupkę
-Nie! To ma być jakaś osoba...
-Może poszukajmy kolejnej osoby...
Natalia odgarnęła piach ze środka gwiazdy i znalazła kolejną wskazówkę
-Mam!
-Otwórzmy ją...
"Gdzie każde z pięciu ramion gwiazdy wskazują kierunek, tam znajdziesz niesamowity podarunek, cz" i w tym punkcie kartka się urwała
-Brakuje jednej części! - powiedział zawiedziony pies
-Gdzie pięć ramion gwiazdy...
-Poczekaj... na drugiej stronie kartki coś jest napisane...
-Ależ to data moich urodzin! - powiedział gdy odwrócił kartkę na której było napisane 11.09 oraz 18.07
-Nie, to moja data urodzin! Urodziłam się 9 listopada...
-A ja 11 września
-18 lipiec
-Sierpień 7... To ma związek! Ale brakuje jednej osoby... Margaret urodziła się 9 lutego!
-Skąd wiesz którego się urodziła? - powiedziała zazdrosna
-Przypadkowo się dowiedziałem... zadzwonię do Margaret... - wyciągnął telefon i wybrał numer dziewczyny - Halo Margaret?
-Tak
-Musisz szybko przyjść przed ul. Wilhelma! Jesteś nam potrzebna!
-Nam?
-Tak. Jestem z Natalką, Coco i Piesuńkiem!
-No dobrze... Za kilka minut będę - powiedziała niepewnie usłyszawszy pierwsze imię. Po 8 minutach dziewczyna dotarła na miejsce.
-Co się dzieje? - spytała niechętnie widząc dziewczynę trzymającą rękę chłopca. Twarz zazdrosnej dziewczyny przypominała wściekłego ogra
-Jesteś w coś zamieszana, w coś naprawdę poważnego. - Gdy już wytłumaczyli dziewczynie całą historię, ta im nie uwierzyła
-Bawcie się w to dalej... Coco dziś widzę Cię o 18:00 w domu...
-Dobrze... Będę o 21:00 - szepnęła. Czekając na autobus, Margaret dziwiła się dlaczego pojazd tak długo nie przyjeżdża.
-Zadzwonię po taksówkę - pomyślała. O dziwo nie miała też zasięgu w telefonie
-Pech! Cholerny pech! Nie pójdę nigdzie pieszo! To kawał drogi!